Dzień ślubu rozpoczęliśmy w niezwykle klimatycznym mieszkaniu na warszawskiej

Ochocie, wypełnionym sztuką i charakterystycznymi detalami.

To właśnie tam Andrzej przygotowywał się do ceremonii w towarzystwie swojej świadkowej i jej partnera.

Andrzej zawodowo zajmuje się tworzeniem światła na planach zdjęciowych, więc od początku wiedzieliśmy, że poprzeczka będzie ustawiona wysoko.

Tym większą frajdę sprawiło nam szukanie ciekawych kadrów i wykorzystanie zastanego

światła w sposób, który przypadnie do gustu komuś, kto pracuje z nim na co dzień.

Nieco później przenieśliśmy się na przygotowania Justyny, która z kolei zawodowo

zajmuje się fotografią produktową i kulinarną.



Presja? Być może odrobinę.

Jednak swobodna atmosfera, dużo śmiechu i świetna energia sprawiły, że kreatywność pojawiła się bardzo szybko, a zdjęcia właściwie zaczęły tworzyć się same.

Ceremonia odbyła się w przepięknym kościele na warszawskich Bielanach. Prowadził ją niezwykle serdeczny ksiądz, którego kazanie było jednym z tych momentów, podczas których na chwilę naprawdę wszyscy zatrzymują się i słuchają.

Nie sposób nie wspomnieć także o wyjątkowej grze światła we wnętrzu kościoła. Dym i dodatkowe oświetlenie nie pojawiły się tam przypadkiem. Jak się później dowiedzieliśmy, ksiądz ukończył szkołę filmową i świadomie wykorzystuje światło, pomagając fotografom i filmowcom tworzyć

jeszcze piękniejsze kadry.

Na przyjęciu od pierwszych chwil dominowały luz, spontaniczność i ogromna ilość dobrej energii.

Szczere relacje pomiędzy gośćmi było widać właściwie w każdej sytuacji. W rozmowach, tańcu, gestach i niekontrolowanych wybuchach śmiechu.

Towarzyszenie Justynie i Andrzejowi w tym dniu było dla nas ogromną przyjemnością.

To jeden z tych reportaży, w których piękne miejsca były tylko tłem, bo najważniejsze

rzeczy działy się pomiędzy ludźmi.